Życie na pełnej petardzie.

8_Mikael Kristenson

by Mikael Kristenson

Ostatnio pisałam o cierpieniu i samobójstwie. Bardziej ogólnie, to tematy choroby i śmierci, a przede wszystkim życia w chorobie są gdzieś blisko mnie. Dlatego wczoraj byłam na spotkaniu z księdzem Janem Kaczkowskim. Jest to osoba dosyć popularna, on sam mówi o sobie, że jest onkocelebrytą. Ksiądz, który założył hospicjum, ma glejaka mózgu, uczy innych obcować ze śmiercią. Uczy innych jak mówić o terminalnej chorobie. A wczoraj uczył mnie jak żyć.

Spotkanie odbyło się w Centrum Kultury Zamek, dla Poznaniaków to na pewno znane miejsce. I muszę niestety zacząć od tego, że organizacja wydarzenia była nie do końca przemyślana. Na zdarzenie na fejsie zadeklarowało się 2,4 tysiąca osób. A spotkanie odbywało się w sali kinowej, w której jest 143 miejsca. Wiadomo, że połowa osób z takich wydarzeń odpada, ale wydaje mi się, że dałoby się zorganizować większą salę. Plusem było to, że organizatorzy przygotowali telewizor i nagłośnienie w holu, więc siedziało nas tam pewnie ze 300 osób. Było kilka leżaczków, kilka wielkich poduch, reszta siedziała na czym kto miał. Mówiłam już, że przygotowali telewizor? Nie jakiś duży telebim, o nie, telewizor 30 cali na 300 kłębiących się w holu osób. No dobra, może nie kłębiących się, byliśmy w miarę spokojni.

Dlaczego napisałam, że wczoraj ksiądz Jan uczył mnie jak żyć? Uważam, że z jego opowieści, wypowiedzi, przykładów, czy nawet żartów i sposobu bycia, można było wyciągnąć mnóstwo wniosków dla siebie.

Rzadko narzekam, a jak coś jest słabe, to mówię, że nie ma szału.

Tego właśnie chciałabym się nauczyć. Zobaczcie jak zadziwiające jest to stwierdzenie. Człowiek, który miał raka nerki, ma glejaka mózgu, niedowład jednej strony ciała, ogromną wadę wzroku, który sam o sobie mówi, że jest ślepym ogniwem ewolucji, mówi mi, że nie narzeka. Że jak coś jest słabe, to nie ma szału. Naprawdę bardzo chciałabym dojść w swoim życiu, w swoim rozwoju do takiego poziomu, że mogę o czymś złym powiedzieć “nie ma szału”.

No bo byłoby idiotyzmem, gdy kogoś bardzo boli, a ja do niego “Jezus Cię kocha”

Ksiądz Jan przekazał w tym zdaniu taki truizm wręcz, z którego ludzie związani z Kościołem często nie zdają sobie sprawy. Mówił o tym w kontekście niesienia pomocy w hospicjum – najpierw uśmierzmy ból (i inne dające się zniwelować dolegliwości), a dopiero wtedy zajmijmy się duchową pomocą. Ludzie to często najpierw biologia, dopiero w drugiej kolejności coś więcej (umysł, psychika, dusza, jeśli ktoś wierzy). Zadbajmy o biologię, to da nam furtkę do kolejnych płaszczyzn człowieczeństwa.

Człowiek jest zawsze zobowiązany, żeby dawać. Choroba nie zwalnia z dawania. Jeżeli możecie pisać jednym palcem, to tym palcem piszcie wiersze. Jeżeli możecie mrugać jednym okiem, to tym okiem okazujcie miłość.

Tak bardzo mnie to dotknęło. Bo moim życiowym celem, takim największym, jest po prostu bycie dobrym człowiekiem. Dla siebie i innych. I to jest właśnie takie prawdziwe, dla mnie. Dopóki mogę dawać, powinnam to robić. Czas, uśmiech, dobrą myśl. Bo nigdy nie jesteśmy tak biedni, żeby nie móc się czymś podzielić.


Życie na pełnej petardzie to nowa książka księdza Jana. Tutaj można ją kupić.

Jeszcze na dokładkę, kto nigdy nie miał “do czynienia” z księdzem Janem Kaczkowskim, to polecam wywiad Łukasza Jakóbiaka w 20m2.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s